|
There are no translations available. O organizacjach
Poniższy tekst ukazał się na łamach “Szturmowca” - Miesięcznika Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego Adres redakcji: ul. Szturmowa 3 p.426 02-678 Warszawa tel.: 857-31-81 wew. 153 e-mail:
This e-mail address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it
. homepage: www.zigzag.pl./szturmowiec Dane o tekście: Tytuł: Wykładki dr Flajszmana. O jak Organizacja Autor: dr Flajszman Nota o autorze: dr Flajszman jest pracownikiem naukowym Wydziału Zarządzania numer “Szturmowca”: 8 (32) 1997 O jak Organizacja Ludzie zajmują się organizowaniem od niepamiętnych czasów. Opowieści o organizowaniu znajdziemy w tekstach historycznych – począwszy od rekonstrukcji życia w najodleglejszych epokach (“jaskiniowcy” tworzący wspólnoty, wspólnie radzący sobie z trudnościami życia i walczący przeciwko innym grupom), poprzez liczne dzieje królestw i imperiów (jak ludzie organizowali się do boju, jak niektóre społeczeństwa tworzyły wysoki poziom cywilizacji i bogactwo itd.), a skończywszy na współczesnych wielkich korporacjach. Chrześcijańska Biblia pełna jest takich opowieści i jest to lektura niezwykle interesująca dla każdego, kogo ciekawią organizacje. Stary Testament opowiada o próbach zorganizowania się i wytworzenia oraz utrzymania tożsamości. Nowy Testament mówi i radykalnej, nonkonformistycznej organizacji ludzi, pragnących zrobić coś ważnego razem inaczej, niż wynikało to z dostępnych wzorców w otoczeniu. Warto przeczytać Ewangelie, a także Dzieje Apostolskie i Listy z tego punktu widzenia, zwłaszcza mając na uwadze jakie w tamtych czasach, zarówno wśród środowisk “wysokiej kultury” jak i według popularnych obyczajów, dominowały archetypy organizowania. Wspomnę tylko o nowatorskim podejściu i reinterpretacji stereotypów związanych z rolami społecznymi (biedny-bogaty, mężczyzna-kobieta, potomstwo-rodzice), z zależnościami między ludźmi (zwłaszcza zależnościami władzy), tożsamością (widoczne zwłaszcza w Listach – Chrześcijanie nie są definiowani jednoznacznie, ani jako grupa narodowościowa, ani kulturowa). Na przykład, pierwsze wspólnoty Chrześcijan składały się z kobiet i mężczyzn wspólnie żyjących w celibacie, traktujących siebie nawzajem z równym szacunkiem, niezależnie od statusu społecznego, płci, stanu posiadania. Bogaci oddawali wszystkie swoje posiadłości na rzecz wspólnoty. To niezwykle nietypowe zachowanie w szerszych kontekstach społecznych, gdzie żyli Chrześcijanie. Na uwagę zasługuje także traktowanie kobiet (dotyczy to jedynie kobiet żyjących w celibacie) na równych prawach z mężczyznami. Warto wspomnieć, że w owym czasie w Starożytnym Rzymie wprowadzono prawo zmuszające kobiety do wychodzenia za mąż i posiadania potomstwa. W innych kręgach kulturowych (zwłaszcza w kulturze żydowskiej) były one traktowane o wiele bardziej przedmiotowo – mogły brać udział jedynie w kulcie domowym, nie miały prawa do własnego majątku, świadczenia w sądzie i udziału w życiu publicznym. Całe życie uzależnione były od męskiego opiekuna (ojca, męża), który miał nad nimi władzę praktycznie absolutną. Opowieści o organizowaniu odnaleźć można i literaturze pięknej w różnych wersjach: począwszy od realistycznej, a skończywszy na fantastycznej. Bolesław Prus (przede wszystkim w Lalce, o czym była mowa w wykładkach L jak Literatura) pisze o tym, jak w jego epoce ludzie prowadzili firmę, jakie były ich codzienne problemy i ambicje. Adam Mickiewicz pisze o idei i marzeniach narodu bez państwa, opowiada stare legendy mające służyć jako inspiracja i wzywa do organizowania się w duchu (i nie tylko zresztą w duchu) wszystkich, którym idea polskiego państwa jest bliska. Milan Kundera przedstawia absurd i śmieszność realnego socjalizmu. U Orwella organizacje są groźne, ponure, wszechmocne i śmiertelne. W ogóle, w wielu dziełach literackich, zwłaszcza epickich, organizacje bywają jednymi z głównych bohaterów. Rzadko chyba spotyka się wiersze (szczególnie krótkie wiersze, mówiące o impresjach i uczuciach), gdzie organizacje są na pierwszym planie. Jednak i takie się zdarzają – choć pisują je raczej ludzie związani z naszą dyscypliną nauki (z wyjątkiem wierszy o partii pisanych za czasów komunizmu – przez rozmaitych poetów, w tym “zawodowców”!) . Można odnieść wrażenie, że organizowanie jest jedną z bardziej bliskich człowiekowi form spędzania czasu. Pozostaje też bardzo tajemniczą i trudno uchwytną sferą życia społecznego. Czym właściwie jest? Jak “to” się robi? Po co? Z drugiej strony, ludzie często myślą, że jest to działalność bezgranicznie nudna, racjonalna do bólu, formalistyczna oraz ogólnie rzecz biorąc, sucha jak zestaw wzorów chemicznych. Dr Fleishman bynajmniej nie był od urodzenia entuzjastą świata organizacji – w szkole średniej interesował się filozofią, nie podejrzewając, że dyscyplina naukowa zajmująca się organizacjami może kogokolwiek na serio porywać. Nie przyszło by mu wówczas do głowy, by poszukiwać opowieści o organizacjach w Biblii czy u Augusta Strindberga. Dlaczego z organizacji zieje nudą? Być może wynika to z obsesyjnego “czyszczenia” z uczuć współczesnych dyskursów (czyli poważnych rozmów na piśmie i w mowie jakie ludzie prowadzą ze sobą) na temat organizacji. Karl Weick już w 1969 roku pisał, jako słowa kończące jego książkę o różnorodności doświadczeń organizacyjnych, że organizacje [...] dają ludziom zajęcie, czasami – rozrywkę, dają im różnorodne doświadczenia, pomagają w sytuacjach stresowych, oferują preteksty dla snucia opowieści i pozwalają prowadzić życie towarzyskie (s. 264). Karl Weick, jak zwykle, musiał czekać przez wiele lat, a nawet dziesięcioleci, by ktoś podchwycił jego pomysły. Dopiero w latach 80. Zaczęto więcej mówić i pisać na ten temat, a obecnie jest to całkiem naturalne, że naukowcy z naszej dziedziny patrzą na organizowanie w sposób złożony, humanistyczny, pełny, nie “gubiąc” żadnych elementów “nieracjonalistycznych.” Co więcej, coraz częściej mówi się i pisze wyłącznie o uczuciach lub o estetycznych aspektach organizowania. Inną przyczyną, dla której ”organizacja” kojarzy się z nudą może być rozpowszechniona maniera traktowania organizacji jakby była rzeczą, czyli reifikacja. Nie jest to bynajmniej jedyny możliwy sposób widzenia organizacji. Karl Weick (1969/1979) proponuje patrzeć na organizacje jak na proces. Jeśli ludzie patrzą na nie jak na rzeczy, koncentrują się na tym, co namacalne i często utożsamiają organizacje z konkretami, które widzą. Organizacje w ten sposób rozumiane składają się z budynków, ludzi, narzędzi, programów, schematów organizacyjnych, itd. Od takiej wizji świata często zieje nudą (zwłaszcza jeśli ludzie nie zdają sobie sprawy z istnienia innych możliwości), gdyż jest martwa. Gdy patrzymy na organizacje jako na proces, widzimy rzeczy które się dzieją. By podkreślić inność tej perspektywy, ludzie często mówią o “organizowaniu” zamiast “organizacji.” Słowa jednak mają mniejsze znaczenie. Ważne jest, że nagle zaczyna się dostrzegać to, co nieuchwytne, abstrakcyjne, trudniejsze do wizualizacji, a zatem często pomijane przez zwolenników reifikacji. Ludzie robią rzeczy razem, ludzie myślą, czują, próbują, rezygnują, maszyny pracują, pieniądze płyną w różnych kierunkach, w dodatku procesy te są równoległe i nieciągłe – taki wielki teatr który gra sztukę na wielu scenach jednocześnie – i nie wiadomo, w która scena jest ważniejsza i gdzie grana jest piękniejsza sztuka, a tym bardziej – dla kogo jest grana. Dla wszystkich czytelników, którzy pragną dowiedzieć się o różnych sposobach widzenia organizacji dr Fleishman ma dobrą wiadomość – wreszcie ukazało się polskie tłumaczenie klasycznej książki Garetha Morgana, noszące tytuł Obrazy organizacji (1997). Jest to druga przeczytana przeze mnie książka, która sprawiła, że zainteresowałam się organizacjami – pierwszą było Zarządzanie – ujęcie praktyczne Krzysztofa Obłója (1986). Z przyjemnością polecam obie. Na koniec, pragnę przedstawić definicję organizacji, którą lubię. Zacznę od prostszej, którą uważam za przydatną, choć nie koniecznie najładniejszą. Następnie przytoczę bardziej skomplikowaną i moją ulubioną. Obie definicje są tego samego autorstwa – sformułowała je Barbara Czarniawska-Joerges. Autorka ta definiuje organizację (to prosztsza spośród wybranych przeze mnie definicji) jako sprawianie, by właściwe rzeczy działy się we właściwych miejscach i we właściwym czasie (1995). Jak widać, organizacja ujęta jest w tej definicji jako proces, a nawet cały zestaw procesów. Organizowanie wyjazdu na żagle polega, między innymi, na spowodowaniu by łódki, ludzie, konserwy z mielonką i pieniądze znalazły się we właściwym miejscu umówionego dnia i by potem zechciały dziać się w takich konfiguracjach i na takie sposoby, które umożliwią zainteresowanym żeglowanie. Zderzenie się niektórych elementów jest konieczne. Jeśli ludzie stawią się we właściwym miejscu we właściwym czasie, a łódka wystąpi dopiero po upływie miesiąca, z żeglowania – nici, chyba że zorganizuje się następną łódkę. Inne elementy mogą zaistnieć, ale nie muszą. Na przykład, jeśli ludzie wspólnie żeglujący dobrze czują się w swoim towarzystwie, to miło. Zacięci wrogowie niby też mogą coś wspólnie zdziałać, ale nie będzie im chyba aż tak wesoło. Ludzie robiący rzeczy razem, muszą mieć pewne podstawowe ustalenia co do tego, czym jest “właściwe” miejsce, jaki czas jest “właściwy,” oraz jak wygląda rzeczywistość. Trudno jest żeglować ludziom, którzy mówią różnymi językami i nie znają żadnego wspólnego. Jeszcze trudniej – a zapewne wręcz niemożliwe – ludziom, którzy nie mają pojęcia o łódce, gdzie jest grot, czym jest szot, gdzie jest przód, gdzie tył (tak, wiem, że to się inaczej nazywa na łódce, chodzi mi dosłownie o pojęcie na temat kierunków) itd. Definicja jest schematyczna, a więc niepełna. Nie wyklucza istnienia doświadczenia. Jednak pomija je milczeniem. Ludzie robią rzeczy razem – i jak się z tym czują? Czy są przyjaciółmi, nieznajomymi, wrogami? Czy niektórzy się lubią, a inni - nie? Co im sprawia radość? Co – cierpienie? Inna definicja, nieco bardziej rozbudowana, daje pewne wyobrażenie o humanistycznej stronie organizowania, nie wykluczając strony technicznej: Organizacja to sieć kolektywnych działań, podejmowanych w celu kształtowania świata i życia ludzi Treścią działania są znaczenia i rzeczy (artefakty). Jedna sieć kolektywnych działań jest rozróżnialna od innych przez rodzaj znaczeń i produktów społecznie przypisywanych danej organizacji Takie rozróżnienie jest, jednakże, sytuacyjne, tymczasowe i delikatne (Czarniawska-Joerges, 1992: 32). Sieci działań to pewne logiczne grupowanie rzeczy, które ludzie razem robią. Na przykład, jedną siecią jest wyprawa kolesiów na grzyby, a całkiem inną, praca redaktorów przygotowujących program radiowy o powodzi. Działania te mają zupełnie inne znaczenia. Dotyczą też innych przedmiotów. Inne rzeczy zabierają ze sobą grzybiarze, całkiem inne potrzebne są radiowców. Produktem wyprawy na grzyby jest dobry humor, mokre nogi i kosze grzybów. Produktem pracy radiowców jest audycja nadana w czwartek wieczorem. Na ogół ludzie “wiedzą to” intuicyjnie – dlatego właśnie mówi się, że znaczenia i rzeczy są społecznie przypisane do sieci działań. Jednak te granice nie są ani ostateczne, ani jasne ani wiekuiste. Na przykład, radiowcy mogą wybrać się wspólnie na grzyby. Ich rozgłośnia może zafundować im taki wyjazd. Co więcej, mogą oni, jednocześnie bawiąc się, nagrywać reportaż z wyprawy, który “pójdzie” jako audycja. Może też być tak, że pewnego dnia na grzybach spotkało się towarzystwo starych znajomych ze studiów i doszli do wniosku, że fajnie byłby razem zrobić radio, na przykład “Rozgłośnię muchomór” dla zapalonych grzybiarzy. Jak postanowili, tak i zrobili – tyle, że po dziesięciu latach udanej działalności tak im się niepostrzeżenie zmieniła idea, że rozgłośnia z grzybiarskiej przeobraziła się, na przykład, w ekologiczną. Co więcej, ludzie uczestniczący w niej, zajmują się różnymi rzeczami - są członkami rodzin, żeglarzami, brydżystami i hobbystami grzybiarzami. Jedni odchodzą, drudzy przychodzą. Cały czas coś się zmienia, coś pozostaje, coś jest reinterpretowane (na przykład, historia powstania radia może zostać przeinterpretowana na wersje ekologiczną bez większego trudu – grupa przyjaciół wybrała się do lasu na grzyby, by z daleka od cywilizacji spędzać wolny czas…). Na ogół takie uzgodnienia nie są wszechobowiązujące. Nie tylko ludzie “z zewnątrz” mogą się z nimi nie zgadzać, albo nawet o nich nie wiedzieć, ale wręcz ludzie “z wewnątrz” mogą się różnić w swoich opiniach i przekonaniach. Nie ma w tym nic złego na ogół. W szkole średniej często całkiem inny świat zamieszkały jest przez nauczycieli, inny przez uczniów. Różne klasy też mają swoje własne, odrębne pomysły na rzeczywistość – na przykład w mojej szkole klasy matematyczno-fizyczne miały o sobie najwyższe mniemanie (tylko my jesteśmy naprawdę sprytni… itd.), podczas gdy inne klasy bynajmniej nie podzielały tego przekonania (z tego co wiem, uważano matematyków za kujonów i nudziarzy). Czasami te światy zbliżają się i łączą. Zarówno organizacje, jak i wszystko to co “na zewnątrz” (a co jest na zewnątrz? Też bynajmniej nie jest to jasne – i nic w tym złego!) są wciąż “w budowie.” Wprawdzie ludzie czerpią na ogół z tego, co już gdzieś jest (“tak być powinno,” “tak zawsze się robi,” itd. – założenia najczęściej nie wypowiadane głośno, ani nawet nie uświadamiane przez większość), ale jest ogromne pole do improwizacji i twórczości. Kto nie wierzy, niech poczyta sobie choćby Nowy Testament. Referencje Czarniawska-Joerges, Barbara 1992 Exploring complex organizations: A cultural perspective. Newbury Park-London-New Dehli: Sage Czarniawska-Joerges, Barbara 1995 Czarniawska-Joerges, Barbara 1995 Zarządzanie Warszawą w latach 1990-tych: Studium w terenie. (Managing Warsaw: A fieldsstudy.) Lund: Lund University (work in progress) Morgan, Gareth 1997 Obrazy organizacji. Warszawa: PWN Obłój, Krzysztof 1986 Zarządzanie – ujęcie praktyczne. Warszawa: PWE Weick, Karl E. 1969/1979 The social psychology of organizing. Reading: Addison-Wesley |