Start
 
Prezenty Print
Sunday, 18 February 2007 02:16
There are no translations available.

Ciekawe prezenty

W związku z szaleństwem zakupów na gwiazdkę i ja myślałem o prezentach. hak się jakoś złożyło może

za sprawą wieku, że myślałem nie tylko, co mam kupić, ale i o prezentach, których nigdy nie kupiłem, a powinienem. I żałuję, że tego nie zrobiłem.

Zajęty dyrygowaniem, „zapomniałem” na przykład kupić ojcu narzędzia do budowy domku na działce, która pod koniec życia stała się jego oczkiem w głowie. Mogłem też kupić mu jakieś ogrodnicze narzędzia. Ale nie zrobi­łem tego, ponieważ nie bardzo mogłem ojcu wybaczyć, że rozwiódł się z matką, a poza tym myślałem, że mam bar­dzo dużo czasu.

Ojciec miał muzyczne zdolności, ale rozwinął je w takim stopniu, w jakim mógł je rozwinąć jako amator. Bardzo ciągnęło go jednak do muzyki. Nic zapomnę sce­ny z dzieciństwa: ojciec „grał" na klawiaturze narysowanej przez siebie na papierze (nic miał instrumentu). Po ojcu odziedziczyłem muzyczny talent i to on dostrzegł moje zdolności i oderwał mnie od piłki. A ja bardzo długo nic mogłem mu wybaczyć, że zamiast futbolówki zafundował mi najpierw skrzypce, a potem pianino i był dla mnie bar­dzo surowy. Zarabiał grą na wielu instrumentach, ale póź­niej objawił się nie tylko jako uzdolniony budowniczy, ale i ogrodnik. Sam postawił dom na działce pod Białymsto­kiem (jak mu się to udało bez dźwigu?), z zacięciem krzy­żował też róże i do dziś zastanawiam się, jak dochodził do tego, by wyhodować taką odmianę, jak chciał. Pamiętam, że sąsiedzi zachwycali się „Luizą”, różowoamarontową różą, a ojciec przyjmował pochwały z wielką radością.

Zapomniałem też zasypać kwiatami moją matkę, któ­ra wiedząc, że przyjadę do domu, wyczekiwała na mnie na dworcu od samego rana, nie bacząc na planową godzinę przyjazdu pociągu. Co ja bym dał, żebym mógł to zrobić! Była kwiaciarką i należało dać jej więcej kwiatów i piękniej­szych niż te, którymi handlowała. Na szczęście pamiętałem o jej ulubionych cukierkach. Szkoda jednak, że nie wysili­łem swojej pomysłowości i nie sięgałem do kieszeni głębiej.

Do grzechów, które mam na sumieniu, należy także obdarowywanie przeróżnych osób prezentami, które sam chciałbyrn dostać albo takimi, które mnie się podobały. Zdarzało mi się obdarowywać swoimi kompozycjami oso­by, które nie umieją czytać nut, a w ogóle mało je interesu­je muzyka, przynosić czekoladki paniom na odchudzającej diecie, dawać starszym i nobliwym osobom szaliki w bar­wach raczej skłaniających do walki niż spokoju. Działo się rak za sprawą mojej bezmyślności, ale sprzyjał też temu fakt, że jestem osobą znaną, co większość ludzi parali­żuje i nikt nawet nic skrzywi się, żebym ja się nie skrzywił. Ale na szczęście wreszcie trafiła kosa na kamień. Bar­dzo bytem zdziwiony przytykiem sugerującym, że lubię kupować prezenty, które mnie sprawiają radość, a nie obdarowanym. Jaki byłem wtedy wściekły i oburzony na niewdzięczność! „Darowanemu koniowi..." - usprawied­liwiałem się w myślach. Trzeba było sporo czasu, żebym zweryfikował własne czyny.

Jak spisałem się w tym roku? Trochę lepiej. Mam nadzieję, że nieco mniej we mnie egocentryzmu.

Jerzy Maksymiuk

Za „Charaktery” Styczeń 2007